Pregnant Lady! Czyli kobieta z brzuszkiem w metrze.

„Baby on the board” taki znaczek noszą wszystkie przyszłe mamy w Londynie. Można go dostać u obsługi na każdej stacji. Wystarczy zapytać a uprzejmy Pan lub Pani zaraz przybędą z pomocą i znaczkiem oczywiście. Nie obawiaj się, nikt nie będzie wymagał dokumentu potwierdzającego Twój stan.

Jeśli kiedykolwiek byliście w Londynie, zapewne wiecie, że metro w tym miejscu jest bardzo przepełnione, szczególnie w godzinach szczytu czyli wtedy kiedy wszyscy biegną do pracy, szkoły lub na ważne spotkanie. No i wtedy kiedy z tych miejsc wracają. Nie wiem czy warszawskie metro zapewnia tego typu znaczki ale tu to bardzo przydatna sprawa.

Kiedy ja pierwszy raz przypięłam znaczek byłam w pierwszym trymestrze ciąży a w związku z tym mój brzuszek był jeszcze niewidoczny. Byłam dość podekscytowana tą sytuacja. Czułam się tak jakbym wszystkim dookoła mówiła „Tak jestem w ciąży, będę miała dzidziusia i bardzo się z tego cieszę”. Tak naprawdę nie musiałam korzystać z przywileju wolnego miejsca w przepełnionych pociągach. Po pewnym czasie poranna podróż metrem była dla mnie wyzwaniem. Byłam często zmęczona i niewyspana. Generalnie spałam na stojąco. W tak dużym ścisku czasem nikt nawet nie zauważył znaczka już nie mówiąc o brzuszku w którym rozwijała się mała fasolka. Jednak w większości przypadkach moi nieznajomi towarzysze interesowali się przyszłą matką i organizowali siedzisko dla mnie. Naprawdę miła sprawa. To niesamowite jak zupełnie obce osoby chciały pomoc w tak – wydawać by się mogło – błahej sprawie. Wiedząc, że największe ryzyko poronienia występuje w pierwszym trymestrze ciąży, znaczek spisał się na 5 z +! Kobieto, zadbaj więc o siebie i przyjmij pomoc od innych w tym pięknym stanie jakim jest ciąża.

Po pewnym czasie, jak to w naturze bywa, brzuszek urósł a znaczek przestał być potrzebny. Wszyscy szybko mogli zauważyć ciężarną. Pewnego dnia po wejściu do metra, jedna z kobiet stojących przy rzędzie siedzeń głośno krzyknęła „Kobieta w ciąży! Proszę zwolnić miejsce”. Słysząc to zarumieniłam się ale w tak upalny poranek jaki był tamtego dnia siedzące miejsce było dla mnie niczym zbawienie. Od tego momentu wiedziałam, że znaczek nie będzie mi już potrzebny no chyba, że przy kolejnej ciąży. A czy Wy kiedykolwiek korzystałyście z tego typu znaczków lub po prostu przywileju wolnego miejsca w komunikacji miejskiej? Podzielcie się swoją historią w komentarzu.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz