Alergia na jajka czyli jak się dowiedziałam, że będę mamą

Dzisiaj myślę sobie „To było wieki temu” a przecież nie, minęło zaledwie kilka miesięcy od momentu kiedy zobaczyłam 2 czerwone kreseczki w małym plastikowym okienku. A to było tak…

To był styczeń, od dłuższego czasu skarżyłam się na dziwne bóle w podbrzuszu. Myślałam, że to może jakieś niestrawności w żołądku, może powstająca alergia pokarmowa. Nie jestem alergikiem i nie wiedziałam jak dokładnie ona postępuje. Szukałam wyjaśnienia i przyczyny. Bo może jednak powinnam wyeliminować coś z mojego jadłospisu. No i?  Znalazłam.  Oczywiście, że znalazłam. Przyczyną moich boleści były JAJKA. W pracy, a pracowałam wtedy dużo moim pierwszym posiłkiem był odpowiednik angielskiego śniadania czyli wegetariańskie śniadanie z pięknymi, zdrowymi poached egga-mi czyli naszymi jajkami gotowanymi w wodzie bez skorupki (nigdy nie potrafiłam ich zrobić sama w domu). Ahhh jak ja sobie przypomnę ich smak… Pomyślałam sobie, że może dlatego, że niedogotowane albo gorszej jakości czy zmiana dostawcy albo po prostu to tylko TE tak na mnie działają. Zaczęłam eksperymentować z omletami, jajecznicą i jajkami gotowanymi na twardo ale NIE E E. Lubie jajka i nie chciałam z nich zrezygnować. Szukałam innego rozwiązania. No to może testy alergologiczne i opinia specjalisty. Zaczęłam dowiadywać się więcej o alergiach – przyczynach i skutkach. Nigdzie nie znalazłam, żeby skutkiem alergii pokarmowej był tego rodzaju ból w podbrzuszu, raczej wysypka, pieczenie, zaczerwienienie ale nie to. No to co?? Ooo Niee!? Może ciąża? Nie to że nie chciałam zostać matką, po prostu na to chyba nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Co prawda często rozmawialiśmy na temat co by było gdyby… i nie wykluczaliśmy tego z naszego życia, chcieliśmy zostać rodzicami-kiedyś. Kiedy? Nie wiem.   No nic postanowiłam, że zanim pójdę do lekarza przekonywać go o istnieniu mojej jajecznej alergii, zrobię test. Nigdy wcześniej nie robiłam testu ciążowego więc instrukcja obsługi była bardzo przydatna. Pierwszy był chyba popsuty lub ja coś źle zrobiłam – w każdym razie musiałam zrobić kolejny. Podobno najlepiej rano, żeby wynik był bardziej wiarygodny. Nastawiłam nawet budzik na wcześniejszą godzinę, jednak i tak nie wstałam o czasie. W biegu szykowałam się do pracy a więc testu nie zrobiłam. Mój luby nie mógł się doczekać odczytu wyniku, dzwonił chyba ze 100 razy w ciągu dnia z pytaniem czy już coś wiem. Pamiętam to był ciężki dzień w pracy, mnóstwo ludzi, rozgardiasz jak nigdy a do tego ta myśl z tyłu głowy. W końcu miałam swoje dosłownie 2 minuty. Poszłam do toalety, zrobiłam co miałam zrobić no i myśle, pewnie teraz będę musiała czekać tu jak na skazanie. Ale nie, 2 kreseczki pojawiły się zanim mrugnęłam oczami – myślę -książkowo?? O kurde! Jestem w ciąży? Serio? To prawda? Yyy!? Nie wiedziałam wtedy czy powinnam zacząć się śmiać, płakać skakać czy co jeszcze. Nie zapominajmy jednak, że byłam w pracy, gdzie nie wszyscy musza (chociaż chcą) wszystko wiedzieć. Miałam wrażenie, że ukryty uśmiech nie znikał tego dnia z mojej twarzy. Wiedziałam ale nic nie mogłam powiedzieć. Koledzy z pracy spoglądali na mnie i zadawali dziwne pytania. Nic nie powiedziałam. Napisałam do Daniela, naprawdę w tamtym momencie nie miałam czasu rozmawiać z nim przez telefon. A teraz bardzo żałuje, że nie wstrzymałam się o jeden dzień dłużej i nie powiedziałam mu o wszystkim na żywo. To jest niesamowite jak ludzie, szczególnie najbliżsi reagują na tę radosną nowinę. Polecam każdej przyszłej mamie chwalić się na głos a nie przez telefon. W końcu zadzwoniłam, panika szczęścia w jego głosie była odrazu wyczuwalna. Wiedziałam, że się ucieszy. No i rady, mnóstwo rad i poleceń. Pamiętaj nie pij kawy ani czarnej herbaty, no i alkoholu oczywiście też nie… i wymienia jak nakręcony. Od momentu wysłania sms’a do wykonanego telefonu minęła może godzina a on zdążył przeczytać chyba cały internet o tym co się powinno a czego nie wolno w ciąży. Szykuje się długie 9 miesięcy – pomyślałam wtedy.

Na szczęście po jakimś czasie (nie krótkim) trochę mu przeszło i tak mogłam wyjść z ukrycia z kubkim kawy bez obawy, że zaraz będę miała wykład na temat szkodliwego działania kofeiny w organizmie przyszłej, nieodpowiedzialnej matki. Z jednej strony super, że miałam i wciąż mam takie wsparcie – wspólne przeżywanie ciąży na pewno umacnia związek, ale z drugiej? Życie bez jajek zrobiło się trudne 😀

To był strasznie zakręcony dzień, towarzyszyło mu mnóstwo emocji. Ta nowina zmieniła nasze życie zaczęło się planowanie i więcej planowania – realizacja i kolejne planowanie…

Kolejnym krokiem był pierwszy skan, gdzie mogliśmy pierwszy raz zobaczyć nasze dziecię.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz